Przez dziesięciolecia graffiti było początkiem dla międzynarodowej sławy. Jean-Michel Basquiat zaczął na ulicy działać w latach 70. zanim stał się znanym artystą lat 80. Brytyjski artysta Banksy osiągnął międzynarodową sławę, tworząc skomplikowane, a zarazem szablonowe prace o zabarwieniu politycznym lub humorystycznym. To pokazuje, że graffiti jako sztuka uliczna często było trampoliną dla wielu dziś szanowanych artystów. Ale jakie były jego początki? Okazuje się, że dość trudne i… chuligańskie.

Początków historii malunków na ścianach szuka się w jaskiniach sprzed tysięcy lat. Pierwsze podpisy, a raczej tagi, stosowali Rzymianie i Grecy, którzy pisali swoje imiona na budynkach, a potem rozbudowali to do wierszy protestacyjnych. Jednak odejdźmy od prehistorycznych czy starożytnych obrazków, aby zająć się nowoczesnym graffiti – te bowiem pojawiło się na początku lat 60. w Filadelfii, aby pod koniec lat 60. dotrzeć do Nowego Jorku. Od razu zyskało uznanie jako nowa forma sztuki i w latach 70. panowała swoista moda na malowanie ścian, kiedy to ludzie, a nawet firmy, zaczęły pisać swoje nazwy na budynkach w całym mieście. Nie dziwiły także całkowicie pokryte sprayami i farbami wagony pociągów czy tramwajów, które miały tak zamalowane szyby, że nic nie dało się przez nie dostrzec. Tak właśnie narodziła się sztuka uliczna zwana graffiti, z jednej strony postrzegana jako wandalizm, a z drugiej artystycznym malowaniem.

Graffiti jako akt wandalizmu

W czasach, kiedy graffiti dopiero się rozwijało, dotyczyło głównie dzieł tworzonych anonimowo i bez zezwoleń. Bardzo rzadko dochodziło do sytuacji, kiedy „artyści” zyskiwali zgodę właściciela malowanego obiektu. Właśnie na tym polegała cała sztuka – nie tylko na operowaniu sprayem czy pędzlem, ale na dawce adrenaliny, którą zapewniała świadomość, że robi się coś nielegalnego i można być nakrytym.

Przez to też graffiti było postrzegane jako akt wandalizmu, ponieważ rysunki pojawiały się dosłownie znikąd w przestrzeni publicznej, często też w miejscach niepożądanych. Mówiło się nawet, że szpecą, a samych grafficiarzy społeczeństwo tępiło, w Nowym Jorku na przykład władze otwarcie zapowiedziały walkę z grafficiarzami, przez co tagowanie było o wiele trudniejsze, ale wciąż bardzo popularne. Tylko w środowisku można było usłyszeć o artystycznym wymiarze tej formy wyrażania siebie i swoich postaw.

Oczywiście pojawiały się graffiti, które były odbierane jako forma sztuki. Działo się tak w przypadku, kiedy malowidło pojawiło się za zgodą i wpisywało się w charakter obiektu i otoczenia (w Polsce na przykład był to „Łobez – plan miasta” stworzony przez miejscowych twórców). Jednak najczęściej malunki pojawiały się bez ładu i składu, co było rezultatem jeszcze nieuformowanej formy sztuki i dobrych praktyk rządzących w środowisku artystycznym. Jako przykład takiego chaosu niech posłuży przejście podziemne nieczynnego dziś przystanku Gdańsk Kolonia, w którym zapanował swoisty wandalizm zabawowy, a jedne graffiti pojawiało się zaraz na drugim.

Graffiti kiedyś i dziś. Artystyczne malowanie na przestrzeni czasu.

W kontekście graffiti dużo mówi się o tagowaniu, czyli wypracowaniu charakteru podpisu artysty i umieszczeniu go w przestrzeni. Mało kto jednak wie, że tagi z początku były sposobem na oznaczanie swojego terytorium przez gangi. Osoby tagujące pracowały w grupach i to, co tworzyły, nazywały podpisami. Dopiero później termin „graffiti” pojawił się w gazecie „The New York Times” za sprawą powieściopisarza Normana Mailera w 1974 roku. W tym czasie również amerykańskie galerie sztuki zaczęły dostrzegać potencjał graffiti i zaczęto wystawiać pierwsze obrazy ulicznych artystów. Dziś z artystycznym malowaniem ścian kojarzymy bardzo wiele zjawisk takich jak malowane reklamy, murale, dekorowanie restauracji czy przedszkola i wiele innych.

Co ciekawe, tagowanie często odbywa się przy użyciu zaszyfrowanego alfabetu, przez co tagowane wyrazy lub symbole są trudne do odczytania przez osoby trzecie. Sprawia to, że środowisko staje się jednocześnie prestiżowe i hermetyczne, ponieważ dostęp do niego ma niewielu.

Dzisiaj artyści grafficiarze odzyskują miasta i ściśle współpracują z reklamodawcami i firmami, aby razem upiększać przestrzenie miejskie. Każdy akt sztuki jest kontrolowany i odbywa się za zgodą właściciela budynku, a co najważniejsze – przy aprobacie społeczeństwa, ponieważ murale są doskonałym sposobem na upiększenie obskurnych przystanków, pękających murów czy niszczejących kamienic.